Znów jak Kolumb wiedziałam niewiele, cudownie nieświadoma dopłynęłam do brzegu, wysiadłam i zaczęłam odkrywać. Najpierw Antigua i zachodnie wybrzeże, z wody, z lądu, z górki, z pagórka. Wyprawa na niepozorną Sugar Hill. Przez krzaczory i haszczory, habazie i kaktusy. Pobudka o wschodzie słońca, właściwie przed. Kawa lub sok z cytryny i miód. Kindle, internety. Skok do wody. Przeprawa na brzeg. Bieg, pajacyki, przysiady, pompki lub bardziej stacjonarnie – joga. Zgrzani, spoceni, z powrotem do wody. Śniadanko. Można ruszać dalej. Dni leniwe, dni błogie, dni jakie właściwie?…Continue Reading „Antigua i Barbuda – siostry morza, słońca i piasku”

FacebookEmail
Isla de los Lobos, Canary Islands

A jednak Atlantyk. Właśnie dopłynęliśmy do Las Palmas na Gran Canarii. Tego samego Las Palmas, z którego dwa lata temu wyruszałam na swój pierwszy Oceaniczny Rejs ⛵️ Gdybym była swoim terapeutą, przepisałabym sobie rejsy przynajmniej raz w roku. Na nocnych wachtach, przy pełni księżyca, wszelkie sprawy rozwiązują się praktycznie same 💫 Co prawda w tym roku przekroczyłam już limit, ale przecież za chwilę zaczyna się nowy 😎 I w tym Nowym postanowiłam przepłynąć Atlantyk raz jeszcze. Tym razem w zamian za kurs nurkowania. Taka wymiana…Continue Reading „Już nie wrócę na morze…”

FacebookEmail

El Hierro – najdalej na południe wysunięta wyspa archipelagu, została nadgryziona przez Ocean. Ciężko oprzeć się takiemu wrażeniu patrząc na północ wyspy z wody lub z wysokich klifów. El Hierro to druga od końca najmniejsza zamieszkana wyspa archipelagu. Pierwotni mieszkańcy wyspy to Bimbaches i to oni nazwali swoją ziemię Hiero. Isla del Meridiano, czyli Wyspa Południkowa. To tutaj kończył się europocentryczny świat przedkolumbijskich czasów. Po hiszpańskich podbojach nazwana El Hierro, czyli żelazo. Do czasów Kolumba była ona uznawana za najdalej na zachód wysunięty skrawek lądu…Continue Reading „El Hierro, nadgryziona kanapka Wysp Kanaryjskich”

FacebookEmail

Jest jak połówka pomarańczy, okrągła i soczysta. Mówią o niej La Isla Magica (magiczna wyspa) albo La Isla Verde (zielona wyspa). Ale właściwie wszystkie te wulkaniczne wyspy chciałyby nosić miano zielonych i magicznych. Na samych Kanarach mamy zieloną La Palmę i zielone El Hierro. Dawniej zamieszkiwana przez Guanczów*, którzy pojawiają się również w historii pozostałych wysp. Podbici w XV wieku przez Hiszpanów, którzy swoją chrystianizację wysp zaznaczali budując wszędzie miasta Santa Cruz. Mamy więc na przykład Santa Cruz del Tenrife, Santa Cruz de La Palma….Continue Reading „La Gomera, tam gdzie można gwizdać w szkole”

FacebookEmail

Przestałam planować. Trochę ot tak. Trochę zmuszona obecną sytuacją, tym dziwnym stanem, w którym znalazł się świat, a ja razem z nim. Nie jest mi z tym ani łatwiej, ani trudniej. Na pewno inaczej. Planuję tylko z dnia na dzień, od portu do portu. Więc los rzucił mnie tutaj pomiędzy Wyspy Kanaryjskie. Na mały jacht, no nie taki mały, bo 15 metrowy, z właścicielem i jego szaloną rodzinką. Pływamy od wyspy do wyspy, od Lanzarote, do której przybyliśmy z Gibraltaru, aż po najdalej na południe wysunięte…Continue Reading „Wyspy Kanaryjskie, czyli mój mały żeglarski Eden”

FacebookEmail

7 stycznia na polskim jachcie Chief One opływam Przylądek Horn. Niestety pogoda była dobra, więc żeglarskich przygód brak. Udało nam się za to zejść na ląd, odwiedzić chilijską rodzinę zamieszkującą wyspę i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia ze słynnym Albatrosem.

FacebookEmail

Miasteczko Ushuaia na Ziemi Ognistej, czyli dalej zamieszkać nie mogłam. Chociaż o to, które miasto powinno nosić miano tego najdalej wysuniętego na południe, od lat spierają się Chile (Puerto Williams) i Argentyna (Ushuaia). Ostatecznie dotarłam i tutaj, gdzie czuć moc z gór i dzikiego Oceanu. Moi przyjaciele są podobno 14 000 kilometrów ode mnie, ale i tak cały czas czuję ich wsparcie. Wiem, że zdjęcia są radosne i ładne, ale to wszystko nie byłoby takie kolorowe, gdyby nie osoby, z którymi mogę się tym dzielić…Continue Reading „Ushuaia, czyli Ziemianka na końcu świata”

FacebookEmail

Torres del Paine: Falstart Czyli przyjazd do Puerto Natales i dwa dni chaosu: rezerwacje campingów w trzech różnych firmach; kupno biletów wstępu, biletów na autobus, biletów na niewiadomo co; ostatnie zakupy, bo potrzebuję nowej maty, crocsów i kijków trekkingowych… uff…Podliczam koszty i przeraża mnie, że kilkudniowy trekking w Parku Narodowym Torres del Paine ma mnie kosztować 200 dolarów (bez zakupów i jedzenia). Dzień zero: Jezioro Pehoé Uciekam od tego, łapię pierwszy możliwy autobus i o 9:00 jestem na Campingu Pehoé. Już na terenie Parku, ale…Continue Reading „Torres del Paine, subiektywnie ale praktycznie”

FacebookEmail

Przeddzień Jutro wyruszam na północ. Kierunek El Chalten i Fitz Roy. Niestety ma być ledwo ponad 0 stopni. Oby nie minus. Dobrze byłoby nie zmarznąć zbytnio w nocy i wygrzać się w słońcu za dnia. Liczę na noclegi w trasie, pod namiotem, piękne poranki i gwiaździste wieczory. Patagońska rzeczywistość może mnie zmusić do noclegów w hostelach. Nie chcę! Mam ciepły śpiwór i ubrania. Musi być dobrze! Zimno mi tu, cholernie zimno, bo przyjechałam z lata. W Buenos Aires stopni 30, w Patagonii 7. Dzień pierwszy:…Continue Reading „Kierunek północ: El Chalten i Fitz Roy”

FacebookEmail