4:00 Czwarta rano, no za dziesięć właściwie. Kapitan puka do moich drzwi, uchyla je lekko i sprawdza czy wstałam. Zapalam lampkę nad głową… „Tak, tak…”. Nie mam budzika, nie mam telefonu, ale sen na morzu jest czujny i budzę się odrazu. Wciągam długie spodnie, bluzę, softshell, komin na szyję, czapkę wełnianą na głowę. Im dalej od Karaibów tych warstw jest co raz więcej. Wychodzę. Rozmawiamy chwilę przy zmianie wachty, ale z tych porannych rozmów o 4:00 rano nie pamiętam zbyt wiele. Rano wita mnie księżyc,…Continue Reading „Rejs przez Atlantyk część trzecia. Powrót Karaiby – Azory”

FacebookEmail

Pani problem spodobało mi się od razu! Pani problem po kreolsku oznacza “no problem” i to no problem towarzyszy mi każdego dnia. Łatwe, w odróżnieniu od francuskiego, i jeszcze ta “pani”. Czas zatrzymał się tutaj i bardzo mnie to cieszy. Najpierw nie mam internetu, później ginie mi telefon, ale zupełnie mnie to nie rusza. Dobrze mi tu. Pani problem i no stress No stress przykład pierwszy: Wypożyczalnia aut na Marie-Galante, jednej z gwadelupiańskich wysp. Właściciel otwiera ją rano, na chwilę przed przypłynięciem promu z turystami…Continue Reading „Pani problem, czyli Karaiby”

FacebookEmail

Dopłynęliśmy. I niestety nie będzie o sztormach, silnych wiatrach, piratach, rekinach czy innych ekstremalnych przygodach. Rejs przez Atlantyk to nie jest bałtycki rejs. Przez większość czasu nie dzieje się nic, nie zmieniamy kursu, nie zmieniamy żagli, łódka właściwie płynie sama (na autopilocie). Trzy tygodnie to czas na bycie sam na sam z samym sobą, nawet jeśli przebywa się na małej przestrzeni z dwoma innymi osobami. Trzy tygodnie później mogę z powrotem pisać. W czasie rejsu kontynuuję swój dziennik pokładowy, ale i nim niewiele piszę, żeby…Continue Reading „Rejs przez Atlantyk część druga”

FacebookEmail

W końcu nie ma internetu i cieszy mnie to niesamowicie. Zdążyłam już zapomnieć, jak to jest stać w kolejce do budki telefonicznej, wypraszać od rodziców pieniądze na kartę, skracać smsy do 160 znaków, puszczać “strzałki” do przyjaciół, bo sekundowe naliczanie. Tu na Wyspach Zielonego Przylądka jest mi błogo i beztrosko. Jestem tu zaledwie dziesięć dni, jutro (2 stycznia 2019 roku) płynę dalej, więc żeby za miesiąc nie było, że nieaktualne wrzucam na szybko kilka bieżących przemyśleń i zdjęć. Całkowicie subiektywny wybór tematów, które mam nadzieję…Continue Reading „Ania z Wysp Zielonego Przylądka”

FacebookEmail

Pierwsza część rejsu już za mną. Odcinek z portu Las Palmas na Gran Canarii do portu Mindelo na Wyspach Zielonego Przylądka pokonaliśmy w 7 dni. Będzie mało żeglarsko, bo samo płynięcie nie wymagało zbyt wielu manewrów. Północno-wschodni wiatr prowadził nas jednostajnie od portu do portu. Ale na pewno znajdą się tu więcej niż dwa bosmańskie zdania z dziennika pokładowego. Dzień pierwszy, sobota, 15 grudnia 7:30 Melduję się na jachcie. Szybko zadamawiam się w swojej kajucie, w której jak się później okaże, nie prześpię ani jednej…Continue Reading „Rejs przez Atlantyk część pierwsza”

FacebookEmail

Chciałam emocje to mam. Przez rozpacz po wściekłość. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Pierwszy kryzys Znalezienie łódki przyszło łatwo. Zbyt łatwo być może, bo straciłam czujność. Pochłonęły mnie towarzyskie spotkania u innych załóg, Las Palmas samo w sobie, wycieczki, życie. W tak zwanym międzyczasie pojawiałam się czasem na łódce, żeby wykonać drobne prace i pomóc mojej francuskiej załodze zmobilizować się trochę. Co więcej, szybko dostałam jeszcze trzy inne propozycje: jedną oddałam polskiemu Bartkowi, ponieważ kapitan potrzebował bardziej doświadczonego żeglarza; z drugiej zrezygnowałam, bo nie chciałam być…Continue Reading „Jachtostopowy kryzys – długi, emocjonalny i tylko dla twardzieli”

FacebookEmail

Jachtostop z Fuerteventury jeszcze mnie nie interesuje, bo w Las Palmas na Gran Canarii umówiłam się ze swoją przyjaciółką Skórką. Doleciała do mnie z Polski i spędzamy razem kilka dni. W tak zwanym międzyczasie zaczynam poszukiwania „na poważnie”, nastawiając się, że mam czas do połowy grudnia na znalezienie wymarzonej łódki. Dzień pierwszy W czwartek nieśmiało udaję się do portu w Las Palmas. Obchodzę port, szukam jachtostopowiczów i ich ogłoszeń. Znów czuję się niepewnie wśród kilkuset jachtów i żeglarzy. Szybko dowiaduję się, że miejscem spotkań jachtostopowiczów…Continue Reading „Jachtostop – w portowej pralni”

FacebookEmail

Falstart: Połowa października, Portugalia Połowa października to jeszcze nie jest dla mnie czas na szukanie jachtu. Bardzo chcę odwiedzić Wyspy Kanaryjskie zanim wypłynę, więc  daję sobie czas. Jednak będąc przez kilka dni w Faro, nie mogłam nie udać się do maleńkiego portu, gdzie jachty remontowano. Oczyma wyobraźni, widziałam siebie, jak pomagam przy ich remoncie i umawiam się na rejs z Wysp Kanaryjskich na Karaiby. Pierwsza próba to poranny spacer, aby rozejrzeć się w sytuacji. Jachtów było niewiele, około 50 jednostek, wśród nich kilka krzątających się…Continue Reading „Jachtostop: falstart”

FacebookEmail

Wpis o jedzonku już był, pora na coś mocniejszego. Medronium poznałam znacznie szybciej niż te wszystkie ośmiorniczki, kraby i langusty. Właściwie już pierwszego dnia, wykończona kilkunastogodzinną podróżą. Na dzień dobry, właściwie dobry wieczór, wybraliśmy się do miasteczka, w miasteczku do baru i tam piłam portugalski bimber z plastikowej butelki spod lady. I to nie z byle kim go piłam, tylko z samym szefem policji kryminalnej. Trunek jest mocny, ale ten spod lady, czysty i wchodzi łatwo. Kupne medronium najczęściej jest „perfumowane” i mi akurat zupełnie…Continue Reading „Medronium, czyli o tym dlaczego w Portugalii najlepiej pić bimber spod lady”

FacebookEmail

Praca w surf school w Portugalii Zupełnie przypadkowo zostałam pomocnikiem w małej surferskiej szkółce w Odeceixe. Historia jest krótka i prosta. Miało być na chwilę, wyszło jak zawsze. Któregoś dnia wybrałam się z Agatą do knajpy po sąsiedzku. Na miejscu Agata dogadywała szczegóły podwózki na lotnisko brazylijsko-niemieckiej parę surferów, którzy akurat kończyli swoją pracę dla surf school. Szybko okazało się, że wyjeżdżając zostawiają na surf campie Holendra Laurenca, zażartowaliśmy, że teraz ja mu pomogę. Ale żart okazał się na tyle dobry, że dwa dni póżniej…Continue Reading „Surf school w Portugalii – dlaczego wylali mnie z pracy ;)”

FacebookEmail