Jachtostop, a choroba morska

Categories inspiracje, Jachtostop, wyprawa

Nie boję się bezkresu oceanu, żeglarzy, sztormów, wiatru i trzytygodniowego brudu.  Jedyne, co mnie martwi to choroba morska, czyli moment gdy mój błędnik traci równowagę. Kołysanie jachtu, wiatr i fale. Tyle wystarczy, aby wymarzony rejs zamienił się w thriller. Nie zamierzam spędzać zbyt wiele czasu z wiaderkiem 🙂

Choroba morska – co to jest?

Choroba morska to stan, gdy nasz błędnik traci równowagę i czuje się niekomfortowo, bo nie wie gdzie góra, a gdzie dół. Objawy, jak w przy chorobie lokomocyjnej*: uczucie zmęczenia i niewygody, złe samopoczucie i brak apetytu. Później jest już tylko gorzej: ból głowy, nudności, zimny pot, który oblewa nasze ciało. Bledniemy, aż następuje najgorsze: wymioty. Chorobę morską dodatkowo wzmagają stres i ogólne wyczerpanie organizmu, mała ilość tlenu i silne zapachy, o które nie trudno w kambuzie.

* Jest tylko jedna różnica – nie możemy się zatrzymać, wyjść na chwilę, możemy co najwyżej dobrze się przewietrzyć 🙂

No, nie jest to przyjemny stan, ale można go przezwyciężyć! Zdrowy organizm szybko dostosowuje się do nowych warunków, więc z czasem bujanie ma szansę stać się stanem naturalnym.

Gdy błędnik traci równowagę

1.Sen

Gdy już złapię swój wymarzony jachtostop to muszę uważać, aby nie cieszyć się z tego powodu do białego rana. Sen jest lekiem na całe zło. Ale nie zamierzam przespać całego rejsu. Po pierwsze będę tam, żeby pomagać. Po drugie, to ja mam pokonać chorobę morską, a nie ona mnie.

2. Pozytywne nastawienie.

Choroba może wystąpić, ale nie musi. Na każdego woda ma inny wpływ. Pozytywne nastawienie zawsze pomaga!

3. Leki na chorobę morską

Tabletki

Cocculine – lek homoepatyczny, w przeddzień i w trakcie podróży należy ssać po 2 tabletki 3 razy dziennie. Na mnie działa.

Dlaczego nie Dimenhydramina, czyli np. Aviomarin? Ponieważ powoduje senność, chyba, że akurat na tym w danym momencie będzie mi zależeć.

Imbir

Może być w tabletkach jak np. Lokomotiv, Amarin. Ja lubię imbir kandyzowany, taki w kostkach (tylko zmywam z niego cukier) lub pastę ze startego świeżego korzenia imbiru i miodu. Pastę pakuję do słoiczka i wyjadam łyżeczką lub smaruję nią kanapkę. Można też upiec ciasteczka imbirowe. Imbir jest dobrze tolerowany przez organizm, i o ile nie mamy na niego alergii nie ma skutków ubocznych (nie powoduje senności, zmęczenia, otumanienia).

Plastry akupresorowe np. Transway, Sea-Band, Avioopaski, czyli opaski uciskowe na nadgarstki

Plastry Scopoderm – nakleja się je za ucho, 6-10 godzin przed wypłynięciem. Ich minusem jest cena, są bardzo drogie, a także to, że dostępne są Plastry są aktywne przez 3 dni.

4. Na pokładzie, nie pod pokładem

Wzmożone bujanie, mniej tlenu, zapachy od gotowania, to mnie czeka pod pokładem, więc postaram się jak najczęściej przebywać jednak na pokładzie i przez pierwsze dni podziwiać horyzont. Z czasem powinno się uspokoić.

5. Chłodne okłady

W rejs zabiorę ze sobą gotowe kompresy ciepło-zimno, które będę przykładać na kark i na czoło. Sprawdzą się też, jako okłady na urazy.

6. Kisiel i ziemniaki.

Czyli trzytygodniowa przymusowa dieta. Nie mogę mieć pustego żołądka, ale zbyt pełen nie wróży nic dobrego. Menu dobieram tak, aby dobrze wchodziło i wychodziło… no niestety 🙂 Czyli lekko i strawnie.

7. Na zdrowie! Elektrolity, woda i witamina C

Podczas rejsu nie mogę dopuścić do odwodnienia organizmu. Zdarza się, że woda na jachcie potrafi mieć smak starej ryby. Wezmę wodę butelkowaną i rozpuszczalne smakowe witaminy C, to powinno rozwiązać problem.

8. Głowa

Jeśli tylko będę potrafiła znaleźć na jachcie jakieś zajęcie, to zajmę swoją głowę. Jeśli tylko kapitan pozwoli mi na sterowanie jachtem – wygrałam. No, jeśli nie ster w rękach to zawsze mogę w kółko klarować liny, uczyć się węzełków czy łowić ryby. Wszystko, co przykuję moją uwagę również mnie uratuje 🙂

9.Nie jestem bohaterem!

Czyli jeśli naprawdę poczuję, że muszę pokłonić się Neptunowi, to na pewno nie będę zgrywać twardzielki. I tak nie uniknę tej przygody. Poza tym zaraz po zazwyczaj jest po prostu lepiej. Czyli wiadro zawsze w pobliżu 🙂

10. Wyrozumiała załoga.

Liczę też na wyrozumiałą załogę, która wykaże się cierpliwością i będzie mnie mobilizować. Oczywiście warunek jest jeden: nie mogę udawać przed rejsem, że choroba mnie nie dotyczy.

Kisiel, wiaderko i radość z bujania

W ramach przygotowań zebrałam też kilka cytatów i porad od żeglarzy z Jachtostopowicze, czyli My 🙂

Bez sensu są te wszystkie specyfiki. Kup sobie limonkowe cukierki do ssania, ubieraj się ciepło i staraj nie nakręcać psychicznie, a będzie dobrze.”

„Zostaniemy przy samym imbirze i naszym plastikowym wiaderku „

„Zatkać jedno ucho no.”

„Ja polecam pić wodę, jeść suchary w czasie najgorszego, nie rozczulać się nad sobą i skupić się na pracy na jachcie. No i jak najczęściej brać ster. Ewentualnie właśnie dopingować się elektrolitami. Dzień się przemęczyć ale błędnik się przyzwyczai, a po obudzeniu ubierać się w koi na leżąco. Bedzie git, powodzenia! „

„Połowa choroby morskiej jest w głowie. Jak się boisz jest jeszcze gorzej. Go with the flow. Sterować na wachcie. Dużo jeść i pić. A jak złapie to położyć się szybko.”

„Polecam jeść kisielek 🙂 doznania smakowe w trakcie choroby morskiej zdecydowanie lepsze niż po „zwykłym posiłku”. Ewentualnie zaopatrzyć się w suchary.”

„Bierz nocne zmiany – w nocy mało widać, a im mniej widzisz, tym błędnik mniej wariuje. Z tego samego powodu ściągnąć soczewki i okulary.”

Podsumowując:

  1. Będę jeść kisiel i ziemniaki.
  2. Pić elektrolity porzeczkowe.
  3. Spać z wiaderkiem.
  4. Sterować i cieszyć się, że buja.
  5. A wszystko robić w kokpicie, nie pod pokładem, bez soczewek.
FacebookEmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *