Medronium, czyli o tym dlaczego w Portugalii najlepiej pić bimber spod lady

Categories Blog, inspiracje

Wpis o jedzonku już był, pora na coś mocniejszego. Medronium poznałam znacznie szybciej niż te wszystkie ośmiorniczki, kraby i langusty. Właściwie już pierwszego dnia, wykończona kilkunastogodzinną podróżą. Na dzień dobry, właściwie dobry wieczór, wybraliśmy się do miasteczka, w miasteczku do baru i tam piłam portugalski bimber z plastikowej butelki spod lady. I to nie z byle kim go piłam, tylko z samym szefem policji kryminalnej.

Medronium najlepiej smakuje z plastikowej butelki spod lady.

Trunek jest mocny, ale ten spod lady, czysty i wchodzi łatwo. Kupne medronium najczęściej jest „perfumowane” i mi akurat zupełnie nie odpowiada. Szot medronium kosztuje tutaj w zależności od miejsca 1-2 euro, przy czym zazwyczaj wszyscy wszystkim ten bimber chcą stawiać, więc można zapłacić też nic. Szybko nauczyłam się, że w małym Odeceixe, jak pewnie w każdym małym portugalskim miasteczku, trzeba być asertywnym i nie przyjmować każdej oferty.

Co to właściwie jest to medronium?

Medronium, czyli po portugalsku Medronho, to zwyczajnie bardzo mocny spirytus, tradycyjnie wytwarzany z owoców o tej samej nazwie. Drzewa medroniowe rosną między innymi w regionie Algavre, w którym spędziłam pierwszy miesiąc swojej podróży. Nie dziwi więc fakt, że przez pierwszy miesiąc musiałam skosztować tego trunku nie raz 😉

Medronho, czyli paląca woda ma zazwyczaj około 50 %.

Nie ma tu komercyjnej czy też oficjalnej uprawy tych drzewek, rosną one sobie na dziko, a zbierane i przetwarzane są przez lokalnych farmerów. I właśnie dlatego najsmaczniejsze Medronho najlepiej kupować bezpośrednio u nich. To spod lady też smakuje lepiej niż z półki. Prawda jest taka, że niewielu farmerów ma licencje na produkcję tego trunku. Ale rząd jakoś przymyka oko na nielegalną produkcję, aby utrzymać ten tradycyjny portugalski przysmak 😉

Owoce medronium.

Inna nazwa Medronho to Firewater, i ta nazwa w pełni oddaje działanie tego trunku. Łagodniejsza wersja, to meloza, czyli medronium z miodem. Ale jak już pić z farmerami i rybakami, to tylko oryginalne i czyste medronium.

Bar na końcu świata w górach Monchique.

Najlepsze miejsce do kosztowania Medronho to mały bar na końcu świata w górach Monchique. Prosta barowa lada, trzy krzesła, koza i automat z tytoniem. W ofercie kawa, piwo i medronium oczywiście. W domku obok mieszka mama właściciela, która od 45 lat nie opuściła tego miejsca. Szczęście mieszka w górach.

FacebookEmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *