Przemyślunki przedpodróżne

Categories Blog

Styczeń, luty, maj

I słowa mojej prababci stają się jak najbardziej aktualne dzisiaj. Czas goni mnie nie ubłagalnie. Przestałam za sobą nadążać. Ruszyła lawina przygotowań: szczepienia, przegląd techniczny stanu zdrowia, ubezpieczenie, kompletowanie sprzętu, szukanie pracy w Norwegii, planowanie trasy, zamykanie różnych projektów i spraw… Próbuję się w tym wszystkim połapać, ale czuję, że z tej rozpędzonej kolejki górskiej nie ma wysiadki. Myślę – odpocznę, gdy wyjadę.

Trudne początki, czyli drugi miesiąc bloga

Planowanie podróży oznacza tylko jedno – po pierwszym kwadransie przed komputerem zdaję sobie sprawę, że mam otwartych 30 otwartych zakładek, po których skaczę jak małpka. I podobnie jest z pisaniem bloga, wrzucaniem postów na facebooka i zdjęć na instagrama. No, łatwo nie jest. Wpadłam w otchłań internetu.

Jeżeli milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia

Czasami po cichutku czekam aż będę sama, aby zapisać i uporządkować swoje przemyślunki podróżne. Muszę po prostu odpocząć od internetu. Daję sobie czas, muszę zwolnić, odpuścić, bo przecież mam planować podróż nie bloga. Strona sama się obroni w swoimi czasie. Tymczasem muszę czasem wrócić do rzeczywistości.

Biorę, co daje życie

Życie stawia przed nami tylko takie zadania, z którymi możemy sobie poradzić. I w życiu możemy dokonać tylko jednego bohaterskiego czynu – nie uciec. Mam moc i energię, aby zorganizować ten wyjazd jak należy. I im bardziej o nim myślę, tym bardziej jestem radosna i pełna energii. Plan jest, ale po to aby go zmieniać. Poza tym po drodze biorę, co daje życie. Wrócę albo zostanę… na pampie w Argentynie… na jachcie na Karaibach… na Bali stojąc na głowie. Jestem gotowa jak nigdy.

Zapuszczam korzonki

Nie ukrywam, że jestem też szczęściarą. Mam wspaniałą rodzinę i przyjaciół, świat, do którego zawsze wracam po moim szwędaniu. Szczęśliwie bardzo łatwo zapuszczam też korzonki, gdziekolwiek jestem. I pewnie dlatego tak łatwo jest mi wyjeżdżać. To moja wolność.

Kolejarska i żeglarska krew

Przemieszczam się odkąd pamiętam. Od pierwszych samodzielnych wypraw pociągiem z domu w Helu do domu babci w Juracie. Poprzez 4 licealne lata w Gdyni. Gap year w lasach Hampshire w Anglii. Studia w Krakowie, żeby mieć bliżej w góry. A ponieważ w górach tęskniłam za morzem, a nad morzem za górami, wyjechałam na studia do Katalonii, żeby połączyć te dwa żywioły. Pracowałam jako nauczyciel we włoskiej Umbrii. Szwędałam się kilka lat pomiędzy Wyspami greckimi, a Wyspami Kanaryjskimi. Aż w końcu żeglarz, poznany na regatach w Gdyni sprawił, że przeprowadziłam się do Warszawy. Prędzej czy później w mojej głowie musiał dojrzeć pomysł na wyprawę dookoła świata.

„Jeśli coś było na tyle ważne, że nie możesz o tym zapomnieć. Wiedz, że musi to do Ciebie wrócić. Może w innej osobie, innym miejscu, czasie. Ale wróci…” /Fiodor Dostojewski/

Choroba nieuleczalna

Ta podróż to taka wisienka na torcie. Wydaje mi się, że jestem odważna, mądrzejsza, świadoma, czego chcę. Możliwe, że nawet lepiej wyjechać mi dzisiaj niż kilka lat temu. Kilka lat temu to ogłosiłam wręcz, że przechodzę na podróżniczą emeryturę 🙂

“Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.” /Ryszard Kapuściński/

Ruszam w lipcu. Będziecie ze mną?

FacebookEmail

1 thought on “Przemyślunki przedpodróżne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *