Przestałam planować. Trochę ot tak. Trochę zmuszona obecną sytuacją, tym dziwnym stanem, w którym znalazł się świat, a ja razem z nim. Nie jest mi z tym ani łatwiej, ani trudniej. Na pewno inaczej. Planuję tylko z dnia na dzień, od portu do portu. Więc los rzucił mnie tutaj pomiędzy Wyspy Kanaryjskie. Na mały jacht, no nie taki mały, bo 15 metrowy, z właścicielem i jego szaloną rodzinką. Pływamy od wyspy do wyspy, od Lanzarote, do której przybyliśmy z Gibraltaru, aż po najdalej na południe wysunięte…Continue Reading „Wyspy Kanaryjskie, czyli mój mały żeglarski Eden”

FacebookEmail