Winobranie we Francji

Categories Blog

Winobranie? Trzymam się dzielnie i jest cudownie, codziennie piję szampana, na lunch jadam śmierdzące sery i chrupiące bagietki, winogrona prosto z krzaczków, mam darmowe opalanie na polu… Taka była wersja dla znajomych. A jak było na prawdę?

Winobranie już dawno się skończyło, ale myślę, że nadal warto podzielić się kilkoma przemyśleniami o winogronowej pracy. Wpis jest długi, więc dla tych, którzy lubią przejść do konkretów:

  • Kiedy jechać na winobranie i ile trwa zbiór winogron?
  • Gdzie szukać pracy?
  • Czy trzeba znać francuski?
  • Jak się przygotować?
  • Jak wygląda praca podczas winobrania?
  • Jakie są zarobki?
  • Kilka słów z pola bitwy

Kiedy jechać na winobranie? Ile trwają zbiory winogron?

Winobranie w każdym regionie Francji zaczyna się w innym czasie. Zazwyczaj jest to przełom sierpnia/września, czasami zbiory trwają do października. Ciężko określić konkretną datę, a informacja kiedy można przyjeżdżać pojawia się właściwie na tydzień przed zbiorami.

Same zbiory trwają od 7 do 10 dni. Do tego trzeba oczywiście doliczyć dojazd z Polski, czyli najbezpieczniej zarezerwować sobie 10-12 dni. Można też przemieszać się za pracą, od winnicy do winnicy, ale osobiście nie wiem czy dałabym radę podczas kolejnego winogronowego maratonu.

Gdzie szukać pracy?

Można mieć fajnych znajomych

O winobraniu i sprawdzonej miejscówce w Champagne rozmawiałam zupełnie luźno, przelotnie, w biegu kilka miesięcy temu. Ale niektórzy mają taką wspaniałą właściwość, że przypominają sobie taką rozmowę pół roku później i piszą do Ciebie z zapytaniem, czy nie chcesz jechać (dzięki Olga). I tak oto z dnia na dzień kupiłam bilety powrotne z Norwegii do Polski, aby tydzień później wyruszyć samochodem na podbój Champagne.

Można szukać w internecie

Na przykład na facebooku, gdzie ludzie organizują wspólne wyjazdy. Dogadują się między sobą, kto z kim pojedzie i wprowadzają świeżaków w świat lepkich winogron. Można zajrzeć na przykład tu: Grupa wsparcia strategii Win vin en France.

Chociaż podobnie, jak w przypadku truskawek w Norwegii, najlepsze sprawdzone miejscówki, okupowane są przez znajomych i znajomych znajomych. A wszystko działa na zasadzie wzajemnego polecenia. Nie głupie oczywiście.

Można szukać na miejscu

Pracy podczas winobrania jest dużo, a ponieważ trzeba je zebrać w ekspresowym czasie, każda para rąk z sekatorem się przydaje. W winnicy, w której byłam, podobno czasami ściągano ludzi z zewnątrz do pomocy. No, ale przy takie organizacji trzeba się nastawić na podróż po winnych regionach we Francji i zarezerwować sobie więcej czasu niż tydzień.

Czy trzeba znać francuski?

Nie. Jest to zwyczajna praca robolowa, więc kilka słów milo znać, ale nie jest to konieczne. W naszej winnicy, panuje zasada, że zawsze jeździ jedna osoba, która pełni rolę tłumacza. Pełniąc tę zaszczytną i przyjemną rolę, dostaje się też dodatkowe wynagrodzenie. Jeśli więc ktoś już ten francuski zna, to warto o tym wspomnieć. Osoby znające ten język, jak i osoby z prawem jazdy, zawsze mają większe szanse na znalezienie pracy.

Jak się przygotować?

Moje przygotowania poszły szybko i sprawnie, głównie dlatego, że do samochodu mogłyśmy zabrać absolutnie wszystko, a walizkę z ciuchami na pole spakowałam już w Norwegii.

Co zabrać ze sobą na winobranie?

Najlepiej ciuchy, których później nie będzie nam szkoda wyrzucić. Sok z winogron klei się bowiem paskudnie i skorzystać na tym mogą jedynie nasze wystrzałowe fryzury, bo lepka maź działa jak lakier 🙂

Kalosze/trampki

Ochraniacze na kolana

Lekką bawełnianą koszulę

Getry, dresy

Spodnie i kurtkę przeciwdeszczową

Kapelusz albo chustkę na głowę

Rękawice lateksowe (najlepiej całe pudełko, ponieważ zmienia się je kilka razy dziennie)

Rękawice ogrodowe i coś co świetnie się sprawdziło długie rękawice gumowe “Jan niezbędny”

Wszystkie te ciuchy praliśmy praktycznie codziennie, bo sok z winogron robił na spodniach skorupę. Lepiłam się od winogron paskudnie, ale pamiętałam jednocześnie o dobroczynnych właściwościach tych owoców (podobno opóźniają proces starzenia się i nawilżają skórę), więc nie przejmowałam się tym zbytnio. Ogólnie uznałam się za szczęściarę, że jednak truskawki i winogrona, a nie ziemniaki i kalafior. Ani zjeść prosto z grządki, ani się tym natrzeć dla poprawy urody 🙂

Zakupy?

Wiedziałam, że Francja w porównaniu z Norwegią zaskoczy mnie cenowo, więc z Polski zabrałam głównie produkty na obiady. Umówilśmy się, że każdy z pasażerów auta ugotuje 2-3 obiady dla wszystkich i to sprawdziło się podczas wyjazdu świetnie. Poza tym owsianka, bakalie i trochę czekolady, wiadomo 😉 A resztę dokupiłam na miejscu, czyli głównie sery i warzywa.

Przy wątku zakupowym warto poruszyć zawartość swojej apteczki. Sama nie potrzebowałam, ale wiele osób korzystało z tabletek i maści przeciwbólowych. Codziennie, w dużych ilościach. Więc pewnie każdy reaguje inaczej.

Jak wygląda praca?

Godziny pracy

Grafik naszej pracy był dość uporządkowany. Wstawaliśmy o 6:00 rano i próbowaliśmy w 28 osób nie pozabijać się korzystając rano z trzech łazienek. Szybkie śniadanie w kuchni, z tańcem pomiędzy zaspanymi ludźmi, miseczkami z owsianką i kawą z kawiarki. Nie wiem jak, ale przez te 10 dni udawało się nam to bez większych zgrzytów. O 7:15 wsiadaliśmy do busów, które zawoziły nas na plantacje. Kapelusz na głowę, ochraniacze na kolana, rękawiczki na dłonie, sekator do jednej, a wiadro do drugiej i wymarsz na grządki.

W grządce

Każdą grządkę zajmowała jedna para, więc warto było ścinać z kimś komu się ufa, że nie przytnie nam palców sekatorem (dzięki Olga) i z kim dzięki rozmowie praca minie szybciej i przyjemniej. Jako urodzona szczęściara znów trafiłam na niesamowitych ludzi, z którymi można było zarówno się pośmiać, prowadzić poważne rozmowy o życiu, jak i pomilczeć w miarę potrzeby. Jeśli chcemy kogoś bliżej poznać, polecam zabrać jego/ją na winobranie 😉

Przerwy

Około południa przerwa była ok. 30-45 minutowa, przyjeżdżały zamówione wcześniej świeżutkie bagietki, otwieraliśmy pudełka ze śmierdzącym serem (który pod wpływem ciepła akurat do lunchu pięknie się rozpływał) i jakimś warzywem. Czasem trafił się jakiś sąsiad z czekoladką, dużo było też migracji jedzeniowej.

I to była jedyna przerwa w ciągu dnia, nie licząc oczywiście tych, które mieliśmy za każdym razem gdy zmienialiśmy pole. Skąd te podróże małe i duże? Region Champagne jest dzierżawiony przez właścicieli winnic, i aby każdy miał po równo i sprawiedliwie jego plantacje rozsiane są w różnych częściach. Na eksponowanym stoku, pod lasem, na szczerym polu, przy drodze. Są grządki płaskie, są i takie pod górkę. Nie głupie, a my dzięki temu mieliśmy codziennie wesołe wycieczki po polach.

Czas wolny

Wieczorem część osób okupowała łazienki, inni kuchnię, ale najdzielniejsza grupa szła ze mną uprawiać jogę niedaleko pasa startowego 🙂 Dobre rozciąganie na trawie, w brudnych winogronowych ciuchach, było naszym ratunkiem na koniec dnia. Wracaliśmy akurat gdy Filip, zarządca winnicy, przyjeżdżał do nas z szampanami. Butelek było zawsze tyle ile setek kilogramów na osobę zebraliśmy każdego dnia (czyli ok. 700 kg/os!). Gdy kończył się prawdziwy szampan, raczyliśmy się równie dobrym winem musującym za 1,90 euro 😉 I tak do nocy, czasem do po północy, aby rano znów powstać o 6:00 i udać się na pole. Nie dziwi mnie ostatecznie, że mój organizm potrzebuje teraz odpoczynku… Tym samym winem-szampan postanowiłam się żegnać ze znajomymi w Polsce 😉

Zmęczenie

Winobranie było krótkie, intensywne i wróciłam zmęczona. Ani przez chwilę podczas pracy w Norwegii czy we Francji nie czułam się źle, jednak po powrocie kilka intensywnych dni pożegnań przeważyło szalę. Mój organizm zaczął domagać się odpoczynku. I tak oto przełożyłam swój wyjazd o tydzień, żeby wyjechać w zgodzie z innymi, a przede wszystkim z własnym organizmem.

Okazało się też, że wcale nie jest tak łatwo pisać, gdy wykonuje się ciężką fizyczną pracę. Moja głowa absolutnie nie była w stanie podjąć żadnego wysiłki. Więc i tu narobiłam sobie zaległości. Mam mnóstwo zdjęć i przemyśleń, którymi chciałabym się podzielić. I mam nadzieję, że chociaż minęło już sporo czasu od mojego powrotu z Francji nadal uda mi się wszystko odtworzyć.

Zarobki

We Francji, w przeciwieństwie do Norwegii, zarobki Twojego sąsiada nie są już jawne. Przed wyjazdem byłam przekonana, że tak jak w większości winnic będziemy pracować na godziny. To już dane oficjalne, że godzinowa stawka wynosi ok 8 euro/h. Domyślam się, że pracując „na godziny” winobranie może trwać nieco dłużej, ale jednak nie więcej niż 10 dni w jednej winnicy. W naszym przypadku dostaliśmy pieniądze za zebrane kilogramy, a właściwie tony winogron. I to akurat, ile tych ton dana winnica w danym roku może zebrać, ustalane jest odgórnie.

Ten rok był wyjątkowy, podobno były to najlepsze zbiory od 75 lat i z tej okazji powstanie nawet wyjątkowy rocznik szampana. Pracowaliśmy więc dłużej niż zazwyczaj (9 dni) i zarobiliśmy więcej niż zazwyczaj. Ponieważ chcę pisać wprost, jak wygląda mój budżet na wyprawę, to oczywiście podzielę się tą informacją.

Za 9 dni pracy, po 9-10 godzin dziennie, otrzymałam 1275 euro, czyli blisko 5500 złotych. Nie płaciłam za nocleg, dostałam zwrot za benzynę na podróż.

Koniec winobrania! Wielka wojna winogronowa

Najlepsze zostawiłam oczywiście na koniec. Ostatni dzień winobrania to wielka wojna winogronowa. Gdy zbierze się już odpowiednią ilość winogron, na pole przyjeżdża właściciel winnicy i radośnie ogłasza koniec zbiorów. Sekatory w dół, głowa w winorośla i wojna, czyli obrzucanie i nacieranie się kiśćmi winogron. Świetna zabawa! Gdy uda się dotrzeć do busa, można jeszcze wyjąć butelki taniego szampana i polewać nimi wrogów na polu bitwy. Po wojnie, wsiedliśmy do samochodów i klaksonami ogłaszaliśmy wszystkim koniec tegorocznych zbiorów.

Popołudniu nadal umorusani od winogron udaliśmy się na zwiedzanie winnicy, gdzie mogliśmy przyjrzeć się całemu procesowi produkcji. Niestety w tym roku nie można było zejść do piwnic, a szkoda, bo podobno każdy (!) może znaleźć tam swój rocznik wina. Wieczorem zmyliśmy z siebie lepiący się sok winogronowy, ubraliśmy odświętnie i udaliśmy na winogronowe party 🙂

Czym jest winobranie?

Dla mnie to przede wszystkim spotkanie z innymi i grządkowe rozmowy ze studentami, artystami, filozofami, weterynarzami. Wspaniały czas, zarówno gdy schyleni pracowaliśmy do późna w grządkach, jak i podczas niekończących się posiadówek wieczorową porą. Mam tylko nadzieję, że wyjdzie z tego najlepszy rocznik wina! 🙂

FacebookEmail

1 thought on “Winobranie we Francji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *